View Single Post
Old 10-24-2005, 12:29 PM   #5
chief
Registered User
 
Join Date: Feb 2005
Location: Belgium
Posts: 61
Rep Power: 15 chief slam gang member
Reviews from Germany (Ancient Spirit) and Poland (Mip):

Ancient spirit
EMETH spielen Death Metal, um genau zu sein Brutal Death Metal. Wie tausende andere Bands zurzeit auch. Und auch wenn oder eventuell sogar weil sie voll auf der US Death Metal Welle der Marke neuere CANNIBAL CORPSE, SUFFOCATION, GORGASM, DECREPIT BIRTH und typischer Unique Leader Releases mitschwimmen, ist ihr Debüt „Insidious“ ein geiler Silberling geworden. Natürlich nicht weltbewegend sensationell oder gar innovativ, aber geil! Tiefes, kraftvolles Growling, ultra-schnelle Blast und wildes Griffbrettgewichse, dazu ne fette Produktion und fertig ist ein goutierbares Todesmenü nach Schema US. Genau das Richtige für all die Fans technischer Ballereien, wenn es denn davon momentan nicht schon genug geben würde. Somit hat der Kunde die Qual der Wahl, wobei ich EMETH als eine gute bezeichnen würde - und man muss ja nicht immer den Amis die Kohle in den Rachen stopfen, oder? (9,5/10)

Mip
Jeśli kojarzycie Matty'ego Duponta z Agathocles, to bardzo dobrze. Jestem z Was dumny. A jeśli nie, to trudno - zawsze będziecie mieli okazję nadrobić zaległości w innym czasie. Najważniejsze jest to, że pan Dupont nie wyciera sobie nazwy legendarną belgijską nawałnicą, tylko od 1997 roku poszukuje swego stylu w rejonach brutalnego death metalu. 'Insidious' to pierwsza płyta długogrająca, a szóste wydawnictwo w ogóle, sygnowane nazwą Emeth. I nie chce mi się wierzyć, że co poniektórym ów szyld nie obił się o uszy, gdyż ich muzyka jest na tyle wciągająca, że przejść obok niej nie sposób. Na 'Insidious' spotykają się wpływy Suffocation, Cryptopsy i, dajmy na to, Deeds Of Flesh. Jednym słowem jest kurewsko brutalnie, do bólu technicznie, w przeważającej części szybko i... bardzo szybko, z niedużą liczbą wciskających w fotel zwolnień, pachnących wybitnie Morbid Angel - np. zamykający płytę 'Aeon' z charakterystycznym riffem, przechodzącym w klawiszowe outro. Jak na dłoni widać, że pomysł na muzykę Belgowie mają, a dzięki niezłym połamanym partiom Matty'ego i krótkim, 'deicide'owskim' solos materiał nabiera mocno gitarowego sznytu, wspartego solidnym bulgotem Toma Kimpsa. Mogę spokojnie powiedzieć, że - wraz z Prejudice - Emeth broni belgijskiego śmierć metalu i wydatnie wzbogaca okolicę flamandzkich wiosek. Bez dwóch zdań jeden z ciekawszych albumów europejskiej brutalnego death metalu. Pół godziny igrania ze śmiercią gwarantowane! (8/10)
chief is offline   Reply With Quote